Marta Konkiel-Rutkowska – od Starszego Specjalisty ds. Projektowania i Sprzedaży Mebli w Ikei do pierwszej pracy w ryzyku kredytowym.
Zanim Marta trafiła do Data Heroes, całe jej zawodowe życie kręciło się wokół handlu i obsługi klienta. Przez ostatnie cztery lata pracowała w Ikei jako Starszy Specjalista ds. Projektowania i Sprzedaży Mebli. Zawodowo była więc blisko ludzi, procesów, wyników i targetów, ale jeszcze nie świata analiz danych w takim technicznym wydaniu.
Z danymi miała kontakt raczej „od strony użytkownika”. Pracowała na gotowych raportach, śledziła KPI, analizowała potrzeby klientów, monitorowała dostępność produktów i rotację asortymentu. Czyli dane były obecne, tylko jeszcze nie jako zawód, który sama tworzy od środka.
Wykształcenie? Licencjat z bezpieczeństwa narodowego. Czyli znowu: nie książkowa analityka, nie ścieżka typu informatyka, matematyka czy statystyka. I właśnie to w takich historiach jest najlepsze, bo dobrze pokazuje, że do danych nie trzeba wejść jedną, jedynie słuszną bramką. Czasem człowiek po prostu dojrzewa do tego, co naprawdę go ciągnie.
Pomimo strachu, to był bardzo konkretny ruch. Zrezygnowała z pracy, żeby w pełni skoncentrować się na przebranżowieniu.
Jak sama mówi:
– „Strach przed zmianą zawsze towarzyszy 🙂 W moim przypadku to było rzucenie się na głęboką wodę. Zrezygnowałam z pracy, żeby w pełni skoncentrować się na przebranżowieniu. I teraz z perspektywy czasu widzę, że to miało sens, ale oczywiście były chwile zwątpienia.”
O dołączeniu do programu myślała już od pierwszej edycji Data Heroes. Finalnie dołączyła dopiero później, ale ta myśl cały czas z nią była. W międzyczasie rozważała nawet studia podyplomowe, tylko coś jej w tym nie grało. Miała przeczucie, że same studia nie dadzą jej tego, czego naprawdę potrzebuje. Chciała konkretu, praktyki, narzędzi i planu.
W tle działo się też coś jeszcze. Technologia przyspieszała, rynek się zmieniał, a Marta coraz wyraźniej czuła, że chce pójść właśnie w tę stronę. Obserwowała Dagmarę w social mediach, słuchała, jak opowiada o analizie danych i zaczęła układać sobie w głowie bardzo ważne zdanie: „To jest właśnie to, co chciałabym robić i będę w tym dobra.”
I czasem dokładnie od tego wszystko się zaczyna: od tego wewnętrznego kliknięcia.
Dużo dała jej też sama historia Dagmary. To, jak zaczynała, jak szukała swojej drogi i jak budowała kompetencje w czasach, kiedy wiedza nie była jeszcze tak łatwo dostępna jak dziś.
Na pytanie „Czy ktoś lub coś szczególnie Cię zainspirowało?” odpowiada wprost:
– „Zdecydowanie historia Dagmary, o jej początkach, jak sama zaczynała i szukała możliwości, żeby poszerzać swoją wiedzę. Jesteśmy w podobnym wieku, więc wiem jak było kiedyś – wiedza nie była tak bardzo na wyciągnięcie ręki.”
Marta nie bała się, że sobie nie poradzi, miała w sobie dużo sprawczości.
– „Nic z tych rzeczy! Ja wiedziałam, że sobie poradzę – jestem zadaniowcem. Postawiłam sobie taki cel i nie było innej opcji, jak zdać i się przebranżowić!”
Najbardziej nie blokował jej więc brak wiary w siebie, tylko coś dużo bardziej podstępnego: szukanie idealnego momentu. Tego mitycznego dnia, w którym wszystko się ułoży, budżet będzie domknięty, kalendarz pusty, energia na 100 procent, a wszechświat wystawi zielone światło. Problem polega na tym, że taki moment zwykle nie istnieje.
Były też kwestie finansowe, ale Marta patrzyła na to bardzo dojrzale. Nie jak na wydatek, tylko inwestycję.
– „Kwestie finansowe też były ważne, ale traktowałam to jako inwestycję w siebie – a w siebie zawsze warto inwestować każde pieniądze.”
Zaczęła robić swoje. Od pierwszej lekcji, po kolei. Bez kombinowania, bez skrótów, bez przeskakiwania „bo może to mniej ważne”. Excel, SQL, kolejne moduły. Nawet kiedy zmienił się prowadzący Excela, wróciła i zaczęła ten kurs od nowa.
Nie wszystko było łatwe. Niektóre zadania dawały w kość. Ale Marta nie odpuszczała ich po pierwszym zgrzycie.
– „Niektóre zadania były trudne, siedziałam aż ich nie zrozumiałam. Szukałam odpowiedzi/pomocy na grupie Data Heroes na FB, youtube, a później to już CzatGPT.”
Tu widać coś ważnego. Skuteczna nauka polega na tym, że kiedy nie wchodzi, to człowiek nie zamyka laptopa z dramatycznym „to nie dla mnie”, tylko szuka sposobu, żeby to rozgryźć.
Dużym wsparciem była dla niej sama konstrukcja kursu. Marta podkreśla, że zaczynała jako totalny laik. Bez doświadczenia, bez technicznych podstaw, bez obycia z Excelem na wyższym poziomie, nie mówiąc już o kolejnych narzędziach. A mimo to kurs był dla niej tak ułożony, że krok po kroku budował kompetencje i pewność siebie.
Najciekawsze jest to, że u Marty nie było jednego wielkiego, hollywoodzkiego „aha momentu”, w którym nagle wszystko stało się jasne. U niej przełom działał trochę inaczej. Im dalej wchodziła w kurs, tym każda kolejna umiejętność miała ogromną wagę. Każde ćwiczenie było krokiem naprzód, każda nowa rzecz otwierała kolejne drzwi.
Jest jeszcze jedna strona tej historii, bo Marta nie działa się w sterylnych warunkach typu: cisza, wolne popołudnia, kawa, planner i motywacyjna playlista. Zaczęła kurs na urlopie macierzyńskim. Łączyła naukę z opieką nad dzieckiem i wszystkimi obowiązkami domowymi. Wieczorami siadała najczęściej jeszcze na 1-2 godziny.
Jak sama to ujęła:
– „Wszystko zależało od bobasa, on rządził mną i moim czasem.”
I to zdanie załatwia całą prawdę o organizacji życia w tym czasie lepiej niż niejeden poradnik produktywności.
Zdarzały się nawet takie momenty, że przez miesiąc nie usiadła do kursu ani na chwilę. A najcięższe były właśnie powroty, bo wtedy pojawiało się poczucie, że znowu zaczyna od zera. I to jest ten kawałek historii, który wiele osób poczuje aż za dobrze. Najgorsze jest wracanie po przerwie i walka z myślą, że wszystko się posypało.
A jednak się nie posypało.
Bo Marta wracała.
I finalnie dowiozła.
Dziś stoi już w zupełnie innym miejscu. W połowie kwietnia zaczyna nową pracę jako młodsza specjalistka ds. ryzyka kredytowego. Pierwsza rola po przebranżowieniu, pierwszy konkretny dowód, że ta droga miała sens.
A emocje? Totalnie szczere i bardzo prawdziwe:
– „Jestem mega podekscytowana! W trakcie szukania pracy, były momenty bardzo dużego zwątpienia, ale jak już dostałam telefon, że finalnie wybrali mnie, to przez 2 dni jeszcze nie mogłam uwierzyć.”
Marta patrzy też dalej. Ma poczucie, że kariera stoi przed nią otworem. Zakłada, że po 1,5-2 latach z nową wiedzą i doświadczeniem będzie już w zupełnie innym miejscu, być może nawet to ona będzie wybierać, gdzie chce pracować, a nie tylko czekać, aż ktoś da jej szansę.
Ma też plan dalszego rozwoju. Już wykupiła DataDo i chce dalej się szkolić. To też jest ważny element tej historii. Data Heroes nie było dla niej metą. Było początkiem.
A jakie rady daje osobom, które myślą o zmianie kariery?
Przede wszystkim, żeby dobrze się zatrzymać i odpowiedzieć sobie uczciwie na kilka pytań. Jakie są moje mocne i słabe strony? Dlaczego w ogóle chcę zmienić pracę? Czy naprawdę interesuje mnie ta dziedzina, czy po prostu kuszą mnie zarobki?
Bo, jak trafnie zauważa Marta, wiele osób chce iść w analizę danych tylko dlatego, że słyszą o pieniądzach. A to za mało. Trzeba jeszcze sprawdzić, czy ten rodzaj pracy rzeczywiście do nas pasuje.
Podpowiada też coś bardzo praktycznego: jeśli ktoś nie ma doświadczenia z danymi, warto zrobić projekt albo małe zlecenie dla firmy, nawet za darmo, żeby mieć co wpisać do CV. To robi różnicę. I wreszcie najważniejsze: nie poddawać się, nie zrażać, powtarzać sobie wiedzę, żeby iść na rozmowy z poczuciem, że stoi za nami realna praca, a nie tylko dobre chęci.
Historia Marty jest świetnym przykładem tego, że przebranżowienie nie zawsze dzieje się w wygodnych warunkach, ale też między drzemkami dziecka, wieczorem po całym dniu, po miesiącu przerwy, czy z głową pełną pytań i z wieloma momentami zwątpienia po drodze.
Ale jeśli jest cel, konsekwencja i gotowość, żeby wracać nawet po trudniejszych momentach, to naprawdę można dojść do miejsca, które jeszcze chwilę wcześniej wydawało się bardzo daleko.
I właśnie tam Marta dziś stoi. Na progu nowej pracy, nowej branży i nowego etapu, który sama sobie wypracowała. Nie przypadkiem. Krok po kroku.